Witaj i czytaj
j1 - hz - herbata - miasto - sensacyjne - celtic - metal heavy metal - qn - dodatki lazienkowe - wdomu - gimnazjum - jazz - szydełkowanie - darmowe programy - ubieranki SEO Tools system wymiany linkĂłw SEO Tools sprawdĹş stronÄ™ w systemie sprawdĹş stronÄ™ w systemie
z chat i bij w skórę czarowników dopóty, dopóki nie zaczną ryczeć głośniej niż ich bębny.Wyrzucanie próchna, węgli, poprażonych całych setek chrząszczy i wielkich stonóg oraz kilkunastu upieczonych nietoperzy zajęło im przeszło dwie godziny czasu.Oto słoń uciekał widocznie wąwozem podczas pożaru dżungli przed ogniem; po drodze otarł się silnie o nadwerężoną skałę, a ta zwaliła się i przecięła mu odwrót.Przed wschodem i po zachodzie słońca przelatywały stada miejscowych wróbelków [4], tak niezliczone, że gdyby nie pisk i szum skrzydełek, można by je poczytać za chmury.takie dzieci! Pamiętasz, Glen, anielską twarz tej małej? - Pamiętam i nie mogę zapomnieć.Upłynął znów dzień męki i trudów, po którym, na szczęście, noc przyszła chłodniejsza.Inne rośliny, które w Europie należą do najdrobniejszych, przybierały tu odpowiednie do ostów i wrzosów rozmiary, a olbrzymie pojedyncze drzewa wznoszące się nad dżunglą wyglądały istotnie jak kościoły.M'Rua i jego niewolnicy poruszyli się i nie przestając "yancigować" ani na chwilę, posunęli się o kilkanaście kroków naprzód, ale zbliżali się ostrożnie, albowiem i zabobonny lęk przed Mzimu, i prosty
się, że prowadził on walkę odporną i że Samburu, pod wodzą swego króla nazwiskiem Mamba, zajęli już znaczną przestrzeń kraju Wa-himów i zdobyli mnóstwo krów.Popłoch, jaki wznieciły "węże ogniste", przeszedł nawet jego oczekiwania.Naokół bioder mieli krótkie spódniczki z wrzosów, a niektórzy - ze skór małpich.Na nieszczęście weszli następnie na równinę zupełnie bezdrzewną, pokrytą wysokim wrzosowiskiem i kępami wyschłej trawy.Wszystkie głosy umilkły i nastała chwila głuchej ciszy.Staś myślał z rozpaczą o drugim ataku i o tym, że nie posiada ani lekarstw, ani żadnych środków, którymi mógłby mu zapobiec.I dopiero po latach dziesięciu, gdy pan Tarkowski podał się do dymisji, odwiedzili obaj przyjaciół w Anglii.No, dobrze! Póki tu zostaniemy, będziemy słonia karmili, chociaż to dla wszystkich robota ogromna, ale on jest przecież zamknięty i nie możemy wziąć go z sobą.Trawy były tam bardziej zielone, mniejsze i widocznie lepsze jako pasza, albowiem Nel z grzbietu Kinga, a Staś z wyniosłości, na które wjeżdżał, widzieli tak wielkie stada antylop, jakich nie spotkali dotychczas nigdzie.Przy świetle kaganka zawieszonego wewnątrz drzewa Staś dostrzegł jej błyszczące źrenice.Wkrótce po wyruszeniu z postoju Kali oświadczył, że w łańcuchu gór, które widzieli na wschodzie, poznaje niektóre szczyty otaczające wielką czarną wodę, czyli Bassa-Narok, wszelako nie zawsze był tego pewien, gdyż zależnie od tego, z którego miejsca patrzyli, góry przybierały kształty odmienne.Jakoż stanąwszy przed Stasiem począł się bić pięściami po głowie i wołał żałośnie: - O panie wielki - Fumba kufa! Fumba kufa (zabity)! - Zabity? - powtórzył Staś.Po pewnym czasie, gdy bitwa wreszcie ustała i tylko radosne wycie Wa-himów mąciło ciszę poranną, zjawił się znów Kali, ale z twarzą tak pognębioną i smutną, że już z daleka można było poznać, że spotkało go jakieś nieszczęście.- To jednak wasi czarownicy się go nie boją? - Czarownicy umieją go zakląć, a potem chodzą po chatach i mówią, że Mzimu się gniewa, więc Murzyni znoszą im banany, miód, pombę [1], jaja i mięso, aby przebłagać Mzimu.- W Dengu było sporo derwiszów i Murzynów.Na Górze Lindego było wszystkim tak dobrze, zarówno ludziom, jak zwierzętom! Nel pozbyła się tu nie tylko febry, ale i anemii, Stasia nie zabolała nawet nigdy głowa; skóra na Kalim i Mei poczęła się świecić jak ciemny atłas.A Kali powtórzył: - Bóg ich pokarać, ale my nie mamy wody.- Więc jeśli tu przyjdą, to stań na ich czele i idź ojcu na odsiecz - rzekł Staś.Jego małe oczki połyskiwały jakimś dziwnym światłem, Stasiowi, a zwłaszcza Nel, która co jakiś czas przemawiała do niego, odpowiadał jeszcze gulgotaniem, ale gdy Kali przeszedł niebacznie koło niego, chrząknął groźnie i machnął tak trąbą, że byłby go zabił, gdyby nie to, że chłopak odskoczył w porę na stronę.Pierwszy raz w Afryce miał takie uczucie, jakby przyjechał do domu.Tak stało się i teraz.Kali zaś, który prosił, by mu wolno było wyjechać konno na wywiady w kierunku ojcowskiej bomy, odległej o dzień drogi, wyruszył dalej jeszcze tej samej nocy.Ale wypocznijcie przed tą drogą i nabierzcie sił.Oni są jak szakale i jak hieny - uczyń z nich ludzi.Staś przekonał małą, że ciągnąć go ze sobą dłużej, do oceanu, albo też do Egiptu, byłoby z ich strony samolubstwem.Staś nie bez pewnej dumy myślał, że uciekłszy w czasie podróży z Faszody tylko z Nel i z dwojgiem Murzynów, bez żadnych środków, może przyjść na brzeg oceanu na czele dwustu zbrojnych ludzi ze słoniem i końmi.Koń chrapał trochę, wietrząc niedawne ślady lwów czy też panter, jednakże Staś przejechał szczęśliwie i w chwilę później ujrzał na wysokim cyplu czarną wielką sylwetkę "Krakowa".Ale kolos nie myślał ani się wspinać, ani łapać nikogo za nóżkę.
do swego ludu i powiesz wojownikom Wa-hima, żeby szli z nią ciągle na wschód, aż do Wielkiego Morza.Można by tam urządzić jakby wielką izbę, w której wszyscy moglibyśmy zamieszkać.Ndiri potargał mi tak muskuły i żyły, że musi przyjść zakażenie krwi.Długie podróże, długi pobyt w dżungli, konieczność trzymania w ciągłym napięciu wszystkich zmysłów i ciągłe niebezpieczeństwa nauczyły chłopaka zwracać czujną uwagę na wszystko, co się koło niego
samej chwili z drzewa i omijając zakręty wąwozu pobiegł do przejścia.Wkrótce po wyruszeniu z postoju Kali oświadczył, że w łańcuchu gór, które widzieli na wschodzie, poznaje niektóre szczyty otaczające wielką czarną wodę, czyli Bassa-Narok, wszelako nie zawsze był tego pewien, gdyż zależnie od tego, z którego miejsca patrzyli, góry przybierały kształty odmienne.O wschodzie słońca mali podróżnicy ujrzeli dziwne widowisko.Staś siadł i po chwili usiłował powstać, by wrócić do Nel.Wówczas ni trwoga, ni męczarnie chwil
wydawał się pokryty jednym gęstym lasem.Ale łączyły się z nią niepewność i zdumienie.Do antylopy by mnie nie ciągnął, bo nie chciał jeść wieczorem.- Stasiu! - Jestem tu, Nel.- Spodziewam się! - odpowiedział śmiejąc się Staś.Siadały one szczególnie na pojedynczych akacjach w ten sposób, że on umieszczał się na wierzchołku drzewa, one poniżej - i po pierwszych tonach, które wydawały się jakby strojeniem gardziołek, on rozpoczynał śpiew, a one słuchały w milczeniu.- Ale za to, gdy bibi dorośnie, będzie musiała pracować dla pana wielkiego, a jeśli nie zechce, to pan wielki pewno ją bić.Z Sabą, na którego widok okazywał
twierdził, że wojownicy Mahdiego dochodzą już do Assuanu, albowiem Staś temu zaprzeczył, Idrys zaś pomiarkował od dawna, że biały uled wie więcej od nich wszystkich.Choinkę zastępowała wprawdzie tuja wycięta w jednym z ogrodów El-Medine, niemniej jednak Nel znalazła między jej gałązkami mnóstwo łakoci i wspaniałą lalkę, którą ojciec sprowadził dla niej z Kairu, a Staś swój upragniony
mu strzelbę, naboje i przewróciwszy go na ziemię skrępowali mu ręce i nogi postronkami, bijąc go przy tym i kopiąc, póki wreszcie nie odpędził ich Idrys w obawie o życie chłopca.Jak napisałem w poprzednim rozdziale, kłopoty życiowe sprzyjają powstawaniu a potem podsycaniu niepożądanych wzorców zachowań.Lecz zaledwie powiedziała to Stasiowi, on zwrócił się z wielce poważną miną do oficerów i rzekł przykładając palec do kapelusza: — Dżentelmeni, czy nie zechcecie zrobić miejsca tej małej miss, która pragnie przypatrywać się wielbłądom? Obaj oficerowie przyjęli z taką samą powagą propozycję i jeden z nich nie tylko ustąpił miejsca ciekawej miss, ale podniósł ją i postawił na siedzeniu przy oknie.Wiedział, że Wadi-Rajan jest to wielkie kolisko piaszczystych wzgórz wznoszące się na Pustyni Libijskiej na południe i na południowy zachód od Medinet, a tymczasem pan Tarkowski i pan Rawlison zapowiedzieli wyjeżdżając, że udają się w stronę